-Natalie...co się stało. Co zrobiłaś Alex? Wygląda jakby zjadła o wiele za dużo misiów żelków...-zapytała Mary, czując, że (co w zasadzie było prawdą) została przeze mnie bezczelnie olana.
-Trzmiel...- odpowiedziała Natalie i przewróciła oczami
-Czyli?-Mary zaciekle próbowała dowiedzieć się czegoś o mojej nędznej sytuacji.
-Największy misio żelek jakiego widziała w swoim życiu-odparła Natalie z westchnieniem- A co wam się stało biedaki?
-Ręke złamałam nie widać?! Nigdy więcej na snowboard!-Powiedziałą wściekła Darcy
-Darcy, to niczyja wina. Zluzuj kobieto! Ja skręciłam łapkę, ale to nic takiego- odpowiedziała Mary leżąc na swoim łóżku.
Łóżko w zasadzie było wspólne. Ja też na nim spałam, ale Mary miała w zwyczaju wyrzucać mnie z każdego ,,wspólnego" miejsca. Była jak kot. Musiała nasikać na swój teren żeby wszyscy zrozumieli, że jest JEJ.
Przysłuchiwałam się ich rozmowie i myślałam o tym, co wydarzy się dziś popołudniu. Była 16:16. Ktoś mnie kocha, pomyślałam. Zamknęłam oczy i otworzyłam je dopiero o 17:27, słysząc głośne pukanie do drzwi. Nikogo nie było w pokoju, więc zaspana otworzyłam drzwi.
-To ty?- spytałam widząc
-Ja..nie wiedziałem, że masz tu pokój-odpowiedział zakłopotany
-We..wejdziesz?-jąkałam się, bo właśnie zdałam sobie sprawę z tego, że pewnie wyglądam jak upiór-siadaj, a ja tylko szybko skoczę do łazienki.
Lustro, szybki oddech. Chlusnęłam sobie wodą w twarz. Odkręciłam tubkę z napisem ,,problem z cerą? Korektor antyakne zatuszuje niedoskonałości!". Nałozyłam sobie obfitą warstwę, szczypnęłam się w policzki, żeby nie wyglądać jak prosto z grobu. Rozpuściłam i rozczesałam włosy, a zęby wyszorowałam, żebym miała świeży oddech. Na wypadek możliwości całowania. Musnęłam usta błyszczykiem, a potem szybko je zmyłam, bo stwierdziłam, że nie może pomyśleć, że ja się specjalnie dla neigo odpicowywuję. Wyszłam. Spojrzał na mnie. Usiadłam na przeciwko niego.