Obejrzałam ten film w niedzielny wieczór. Mówiąc szczerze zrobił na mnie ogromne wrażenie. Historia opowiada o 4 dziewczynach. Każda z nich przeżywa inną historię w lato. Wpleciony jest między innymi wątek kłotni z ojcem, miłość podczas obozu, którą tak naprawdę nie można się cieszyć, bo brakuje zmarłej matki oraz, co dla mnie było najważniejsze i najbardziej dające kopa -wątek choroby (białaczki) i to nie u silnej dorosłej osoby, lecz u kruchej 11-letniej dziewczynki. Ruszyło mnie to, żę w porównaniu z białaczką moje problemy z ocenami, przyjaciółkami czy innymi takimi bzdetami to malutkie kłopociki, którymi nie należy się przejmować. Ta dużo mniejsza, ale o ile mądrzejsza życiowo dziewczynka powiedziała także, że szczęście to nie znaczy, że wszystko jest idealne, żę możę powinniśmy cieszyć się małymi szczegółami. Baily, bo tak się nazywała owa mała bohaterka, skomentowała pytanie ,,Czy się boisz?", mówiąc ,,Nie śmierci tylko tego, ż tyle cudownych rzeczy mnie ominie!". Zaczęłam się zastanawiać nad swoim życiem i stwierdziłam, że od dziś będę we wszystkim starała się zanajdować pozytywy.
Polecam obejrzenie tego filmu. Dobrze jest się zastanowić nad naszym marudzeniem nad błachostkami. Zachęcam także do głębszych refleksji i wniosków. To będzie dobrze i miło spożytkowany czas, mimo tego, że łzy same spływają po policzku.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz