sobota, 21 czerwca 2014

#Los tak chciał!

3 dni przed wyjazdem okazało się, że niestety mam katar i lekką gorączkę. Mama była zaniepokojona i straciła pewność co do tego czy mam jechać na zimowiska. Błagałam ją i błagałam, leżałam w łóżku cały  dzień, piłam herbatę i łykałam wszystkie możliwe proszki. Los chciał żeby choroba wzięła się za mnie właśnie teraz! Dzień przed wyjazdem zaprosiliśmy mamę z okazji jej urodzin na smaczną kolację do restauracji indyjskiej. Poczułam się tam lepiej. Między innymi przez to, że po raz pierwszy od trzech dni zjadłam coś ciepłego i innego niż kleiki babci, siedząc na krześle. Mama jednak okazała się litościwa. Zapakowała mi leki do walizki i powiedziała, że mogę jechać tylko żebym na siebie uważała. Byłam przeszczęśliwa. Ucałowałam ją i poszłam spać żeby wydobrzeć jeszcze troche.
Nadszedł ranek. Byłam tak podekscytowana, że czułam stado motyli w moim brzuchu. Pojechałam z mamą na stację. Byli już prawie wszyscy, łącznie z Michaelem. Przytuliłam mamę i powiedziałam żeby już szła i spędziła cudowny dzień leniuchując w łóżku. Odłożyłam narty pod słup i pootknęłam się o deskę snowboardową, która widocznie leżała pod moimi nogami. Byłam skazana na upadek, a jednak nie poczułam bólu w żadnej z części mojego ciała. Znowu ktoś mnie złapał.
-Chyba bardzo lubisz upadać?- to był on. To był Michael.
- A ty chyba bardzo lubisz mnie łapać?- oboje się zaśmialiśmy i wróciliśmy na ziemię.
Wszyscy, łącznie z moim zastepem i Mary, patrzyli się na nas dziwnie. Zaśmialiśmy się i powiedzieliśmy, że wszystko gra.
- Alexandro! To było takie piękne!- powiedziała Natalie z zazdrością w oczach.
-Nawet go nie znam- odpowiedziałam jej obojętnie i odeszłam
Nie znałam go, ale postanowiłam, że na tych zimowiskach to się zmieni w 100%.
- Kupię Ci snickersa jeśli weźmiesz od niego numer na zimowiskach- powiedziała podeksytowana Mary.
- Zgoda- nie byłam pewna czy dobrze zrobiłam, ale to był wkońcu tylko snickers.
Podróż zleciała nam szybko i wesoło. Byłam bardzo zadowolona, bo znałam już wiele osób. W 6 godzinie jazdy do naszego przedziału wszedł Daniel. Moje oczy się zaiskrzyły. Usiadł koło mnie. Cieszyłam się, ale jednocześnie było mi dziwnie, bo nie mogłam się swobodnie ruszać. Rozmawialiśmy o muzyce i o nartach. Dowiedziałam się, że Daniel jeździł już od 11 lat. Mogłam przyjżeć się mu dokładniej. Miał duże brązowe oczy, był umięśniony, jego uśmiech nie był prosty, ale bardzo uroczy. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz