3 dni przed wyjazdem okazało się, że niestety mam katar i
lekką gorączkę. Mama była zaniepokojona i straciła pewność co do tego czy mam
jechać na zimowiska. Błagałam ją i błagałam, leżałam w łóżku cały dzień, piłam herbatę i łykałam wszystkie
możliwe proszki. Los chciał żeby choroba wzięła się za mnie właśnie teraz! Dzień
przed wyjazdem zaprosiliśmy mamę z okazji jej urodzin na smaczną kolację do
restauracji indyjskiej. Poczułam się tam lepiej. Między innymi przez to, że po
raz pierwszy od trzech dni zjadłam coś ciepłego i innego niż kleiki babci, siedząc
na krześle. Mama jednak okazała się litościwa. Zapakowała mi leki do walizki i
powiedziała, że mogę jechać tylko żebym na siebie uważała. Byłam przeszczęśliwa.
Ucałowałam ją i poszłam spać żeby wydobrzeć jeszcze troche.
Nadszedł ranek. Byłam tak podekscytowana, że czułam stado
motyli w moim brzuchu. Pojechałam z mamą na stację. Byli już prawie wszyscy,
łącznie z Michaelem. Przytuliłam mamę i powiedziałam żeby już szła i spędziła
cudowny dzień leniuchując w łóżku. Odłożyłam narty pod słup i pootknęłam się o
deskę snowboardową, która widocznie leżała pod moimi nogami. Byłam skazana na
upadek, a jednak nie poczułam bólu w żadnej z części mojego ciała. Znowu ktoś
mnie złapał.
-Chyba bardzo lubisz upadać?- to był on. To był Michael.
- A ty chyba bardzo lubisz mnie łapać?- oboje się
zaśmialiśmy i wróciliśmy na ziemię.
Wszyscy, łącznie z moim zastepem i Mary, patrzyli się na
nas dziwnie. Zaśmialiśmy się i powiedzieliśmy, że wszystko gra.
- Alexandro! To było takie piękne!- powiedziała Natalie z
zazdrością w oczach.
-Nawet go nie znam- odpowiedziałam jej obojętnie i
odeszłam
Nie znałam go, ale postanowiłam, że na tych zimowiskach
to się zmieni w 100%.
- Kupię Ci snickersa jeśli weźmiesz od niego numer na zimowiskach-
powiedziała podeksytowana Mary.
- Zgoda- nie byłam pewna czy dobrze zrobiłam, ale to był
wkońcu tylko snickers.
Podróż
zleciała nam szybko i wesoło. Byłam bardzo zadowolona, bo znałam już wiele
osób. W 6 godzinie jazdy do naszego przedziału wszedł Daniel. Moje oczy się
zaiskrzyły. Usiadł koło mnie. Cieszyłam się, ale jednocześnie było mi dziwnie,
bo nie mogłam się swobodnie ruszać. Rozmawialiśmy o muzyce i o nartach.
Dowiedziałam się, że Daniel jeździł już od 11 lat. Mogłam przyjżeć się mu
dokładniej. Miał duże brązowe oczy, był umięśniony, jego uśmiech nie był
prosty, ale bardzo uroczy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz