Minął tydzień od poznania Michaela. Siedział w moich myślach non stop. Nie mogłam się skupić na lekcjach, mimo, że bardzo zależało mi na dobrych ocenach. Stwierdziłam ,że ostatecznie i koniecznie muszę przestać o nim myśleć. Przez dwa dni może to działało, ale otrzymałam od niego wiadomość na facebooku. Brzmiała tak : ,,Znamy się?”. Po piętnastu minutach zastanawiania się co odpowiedzieć, żeby nie wziął mnie za idiotkę, odpisałam najprościej na świecie : ,,Wpadłeś na mnie na początku roku harcerskiego”. Po paru sekundach usłyszałam dźwięk nowej wiadomości ,, No tak. Pamiętam! Jeszcze raz sorry. Byłem rozkojarzony..Muszę lecieć pa”. Stać mnie było jedynie na ,,Pa”. Niemalże godzinę później usłyszałam dźwięk nowej wiadomości. Myślałam, że to on więc szybko chwyciłam telefon, ale to była niestety tylko Bruce. Powiedziała, że będziemy miały zbiórkę z zastępem chłopców.
11 lat to wiek, w którym jarają cię wszyscy chłopcy. Nieważne brzydcy , ładni, wysocy, niscy, mili, niemili. WSZYSCY! Dlatego, mimo że nie wiedziałam jaki to zastęp i czy przypadkiem nie będzie tam Michaela byłam baardzo podekscytowana.Pozostałam w przekonaniu, że znowu spotkam tego chłopaka. Nie mogłam się doczekać piątku! Rozmyślałam jak to będzie kiedy wejdzie do naszej harcówki spojrzy na mnie i się uśmiechnie, ja mu odmacham, a moje koleżanki, w tym Mary, będą zieleniały z zazdrości. Z Mary ostatnimi czasy nie układało mi się najlepiej. Pokłóciłam się z nnią o jakąś głupotę. Zarzuciła mi, że nie mam dla niej czasu, że gdy pyta mnie czy nie chciałabym się z nią spotkać zawsze odpowiadam ,,Nie, nie mam czasu”. Może to w pewnym stopniu była prawda, ale ja nie mogłabym skupić się na rozmowie z nią. Byłam taka głupia, że nie przyszło mi do głowy powiedzieć jej co czuję i, że podoba mi się Trzmiel. Wydawało mi się, że ona podoba się wszystkim chłopcom. Idealna cera, szczuplutka, średniego wzrostu i z milionem UDANYCH zdjęć na facebooku. Ja byłam, jak mi się wydawało, bardzo przeciętną nastolatką. Wysoka, szczupła, blondynka, z lekkim trądzikiem, który dzięki Bogu maskował korektor.
Wkońcu po długim oczekiwaniu był PIĄTEK! !
15:20, 21, 22,23.... 15:29. Ta minuta dłużyła się i dłużyła, aż w końcu 15:30. Byłam zdenerwowana, ale próbowałam tego po sobie nie pokazywać. Weszli radośni do naszej harcówki. Paru z nich było całkiem całkiem, ale nie dojrzałam wśród nich Michaela. Po pięciu minutach wbiegł.
-Sooorry byłem w toalecie... Jestem Michael, ale mówcie na mnie Trzmiel- Powiedział szybko
Byłam przeszczęśliwa, że jednak znowu mogłam go zobaczyć. Wiedziałam, że to pewnie tylko zauroczenie, ale i tak chciałam zrobić wszystko żeby mnie zauważył. Spiewaliśmy, biegaliśmy graliśmy a na koniec jedliśmy banany. Wszyscy później rzucaliśmy się skórkami po nich. Staraliśmy się biegać pomiędzy nimi, ale ja oczywiście musiałam się o jedną ze skórek potknąć. Zamknęłam oczy żeby nie widzieć upadku, ale zamiast poczuć twardą ziemię poczułam czyjeś ramiona. Otworzyłam oczy i zobaczłam jego zatroskaną twarz. Uśmiechnęłam się zażenowana. Odwzajemnił uśmiech, podniósł mnie i wkońcu poczułam znów ziemię pod nogami. To był cudowny dzień. Nie mogłam odpędzić od siebie myśli czy on na mnie patrzył i widział jak upadam, więc podbiegł szybko żeby nic mi się nie stało czy może ciągle stał obok mnie...Wiedziałam jedynie, że w tych ramionach chciałabym zostać już na zawsze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz